• Wpisów: 112
  • Średnio co: 20 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 15:15
  • Licznik odwiedzin: 46 916 / 2359 dni
 
arrianeavenge
 
~
My Chemical Romance zakończyło swą działalność.
Bez ostrzeżenia, bez tłumaczenia, tak po prostu z dnia na dzień.

Jeszcze dwa dni temu mówiłam do siostry:
-Onee-chan! Pamiętasz? So long and goodnight.
So long not goodnight. And, if you carry on this way Things are better if I stay So long and goodnight So long and goodnight.."
Onee-chan: Pamiętam. Helena. My Chemical Romance
Ja: (uśmiechnełam się i z entuzjazmem powiedziałam) Tym razem gdy nadarzy się okazja,
na pewno wybiorę się na koncert MCR!"

...
Dwa dni później wracam z pracy włączam laptopa.. i "My Chemical Romance kończy działalność"
Na początku pustka, a później.. fala wspomnień..

Moje trudne lata gimnazjalne.. stracone 3 lata życia.. których oprócz poszczególnych
wydarzeń nienawidzę i nie chcę pamiętać. Ledwo co to zniosłam, byłam wrakiem osoby
którą byłam wcześniej. Najpierw znienawidziłam wszystkich, później samą siebie.
Każdy kolejny dzień był dla mnie przedłużającym się końcem, jedyne czego chciałam
to spokoju.

Tylko błagam żadnych skojarzeń z emo..

I tak w 2007 roku trafiłam na piosenkę My Chemical Romance - "Helena", słuchając jej
ogarneło mnie dziwne uczucie tego że cała ta wściekłość i nienawiść znika.
I tak poleciało od piosenki do piosenki dowiedziałam się iż wydali właśnie nowy album
"The Black Parade". Chłonełam ich twórczość, znajdując dla siebie inną wersje spokoju o
którym tak marzyłam.

Ja milczałam, oni na cały świat głosili swoje zdania, poglądy. Otwarcie..odważnie.
Zaczełam rysować, tworzyć... tworzyć swój świat. Dostałam siłe która pomogła mi
przetrwać.

Upodobań muzycznych nie da się ukryć. Wkrótce więc dowiedziała się o tym siostra.
Do dziś pamiętam jej słowa : "Za słuchanie takiej muzyki , można oberwać" .
Pamiętam też iż mimo tego iż ignorowałam wszystko w okół, o to zdanie pokłóciłam się
z nią naprawdę nieźle. Groźby skasowania playlist ... chowanie czarnych i czerwonych ubrań.
Hm.. Nie byłam już dłużej kopią swej siostry - tak wtedy myślałam - i to ją denerwowało.
Jednak ze względy swych upodobań muzycznych , to co działo się w okół mnie... nie poprawiło
się. Dostałam nowy... całkiem nie zasłużony tytuł: "emo". Wtedy jednak miałam to wszystko
w nosie. I udało się ukończyłam to piekło.

Wydawało mi się żę pierwszy raz odetchnełam z taką ulgą. Czułam jak kamień spada mi z serca.
Byłam wolna.

Liceum - mogę śmiało przyznać że wtedy znowu zaczełam żyć. Powoli stworzyłam od nowa
funkcjonalną i w miarę stabilna psychicznie osobę. Wróciłam do społeczeństwa.
Muzyka MCR ciągle mi towarzyszyła przez cały ten czas, a ludzie którzy mnie otaczali
byli super.
I wtedy My Chemical Romance wydało nową płytę "Danger Days.." Pamiętam jak bardzo byłam
zdziwiona nową formą ich muzyki, ale i jak bardzo się nią ekscytowałam.

Mrok upadł. Zarówno w moim życiu jak i muzyce MCR. Odczułam tą zmianę. Pomyślałam
że przecież wszyscy z członków zespołu mają już swoje rodziny, ich życie się ułożyło.
Jest dobrze. Przeszłość nie wróci, trzeba żyć teraźniejszością. Nawet moja siostra nuciła "NaNaNa" i "Sing".
Niestety nie mogłam się wybrać wtedy na ich koncert w Polsce, choć już prawie kupowałam bilety.
Tak żałuję.

A potem "Conventional Weapons" i wielka nadzieja na kolejne płyty i trasy koncertowe.
Rozkoszowanie się piosenkami, szczególnie "The Light behind your eyes".
I nowe życie.. liceum skończone już jakiś czas temu, matura również.
Praca nowe obowiązki i nowe zabiegane życie, życie dorosłej osoby. Wtedy pomyślałam
iż praca jest czymś więcej niż sposobem uzyskania pieniędzy. Jest pewnym sposobem
dowartościowania człowieka, ale zabiera większość jego czasu. Zabiera czas na pasje,
ogranicza swobodę, ale i uczy. Może nawet w pewien sposób ulecza i przyswaja młodego
człowieka do dalszego życia.
I wtedy już czułam się dziwnie, wróciłam wspomnieniami do dawnych lat, myślałam o MCR
bo ich muzyka na prawdę jest mocno powiązana z moimi przeżyciami. I pomyślałam o sobie
, jaka byłam kiedyś, jaka jestem teraz. I o MCR, jacy byli i jacy są teraz.
Po raz kolejny uderzyło we mnie, przemijanie: "To na prawdę się zmienia tak niezauważalnie,
wszystko mija. Mogę jedynie żyć wspomnieniami i teraźniejszością".

“Praca to nie więzienie- dam rade znaleść czas i na swoje pasje! Tylko bardziej się zorganizuje.”


- Kolejny etap mojego myślenia.

I tak wracam do teraźniejszości. Koniec My Chemical Romance, koniec pewnego rozdziału
w moim życiu. Czuję smutek. Ale też to rozumiem, jestem w stanie ich zrozumieć. Choć
nadal mam na dzieję że może kiedyś, za jakiś czas. Usłyszę ich nową piosenkę, która
poprowadzi mnie przez kolejny dzień.

Na razie będę rozkoszować się ich twórczością którą nam pozostawili.

Dziękuję za wszystko My Chemical Romance.









~

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    cudna historia. ja tez ich bardzo bardzo kocham!
     
  •  
     
    Ja sama nie wiedzialam co czuc, gdy uswiadomilam sobie, ze to koniec... Ale powiem tak, w 2 klasie gimnazjum mialam podobnie jak Ty :) i MCR mi bardzo pomoglo. Ale nie zapominajmy, ze ich muzyka to nie tylko slowa piosenki, tylko przeslania, które pozostana, przynajmniej w moim sercu, na zawsze...
     
  •  
     
    Współczuję:( A jak zmieniłaś CZCIĄKĘ? Strasznie ładna :)
     
  •  
     
    Współczuję ci gimnazjum. U mnie było podobnie w podstawówce,lol. Tylko ja wsiąknęłam w...mangi. 'Uciekałam'-rysowałam,czytałam o Japonii i oglądałam anime. Słuchałam muzyki tak głośno,żeby nikogo nie słyszeć. I to był mój sposób na oderwanie się od przykrości,które miałam na każdym kroku ;)  Te czasy minęły bardzo dawno,ja poszłam do gimnazjum i tak jak ty- odetchnęłam z ulgą ^^ Przykro mi z powodu MCR,chociaż ich nie lubiłam. Trzymaj się! :)